sobota, 2 listopada 2013

Belle- vue

Zanim przywitamy naszych wspaniałych weselnych gości w Kalifornii, parę słów naszych okolicach.  Jeden z kandydatów startujących w aktualnych wyborach do rady miasta określił Bellevue  jako ,,piękną, różnorodną  world –class community.’’
Mieszka tu ok. 130 tys osób, a wśród nich około jedna trzecia to Azjaci. Często słyszę też język rosyjski. Bellevue jest piątą największą aglomeracją stanu Waszyngton.  Co ciekawe, kiedy Bellevue doczekało się zaledwie w 1953r. statusu miasta, jego społeczność liczyła ok. 6 tys. osób.  Znajdujący się w Downtown apartamentowiec Elements, w którym mieszkamy na co dzień,  to amerykańska- wielonarodowa społeczność studentów oraz  ,,białych- kołnierzyków” (jednym z największych pracodawców Bellevue i okolic  jest Microsoft). Mieszczą się w nim salony fryzjerskie i kosmetyczne,a  na parterze w porze lunczu lokatorzy wybierają się do smakowitej French Bakery. Na Halloween, rozdawaliśmy, uroczo przebranym dzieciom sąsiadów cukierki i orzeszki.
Pionierskie początki, tego większego miasta powiatu King County, tworzyli osadnicy, którzy tak jak w całej Ameryce, w ramach zasiedlenia surowych terenów, otrzymywali od państwa na użytek ziemię. Naszą rekompensatą za zmianę adresu zamieszkania było sześć darmowych biletów transportu publicznego.
Wieżowce w centrum, oraz otaczające je w pobliżu mniejsze oraz imponujące rozmiarem domki rodzinne, różnią się nie do poznania od starych fotografii kronik Belllevue.  Co ciekawe, rozwój Bellevue przyspieszyły potyczki z Indianami, które doprowadziły mieszkańców Seattle do eksploracji nieznanych terenów. 
Piękne widoki gór Kaskadowych (w pewnym miejscu przypominają mi z daleka Giewont), niski odsetek incydentów kryminalnych oraz dobry poziom sektor zdrowia i edukacji szkolnej,  przyciągają wciąż nowych osiedleńców.  Te wszystkie atuty musiały złożyć się na wysoką pozycję, jaką zajęło Bellevue w ankiecie portalu Livability.com spośród mniejszych miast Stanów Zjednoczonych.
Trudno porównać Bellevue do znanych mi miast europejskich.  W pewnym sensie, prawdopodobnie ze względa na mieszankę kulturową jego mieszkańców, przypomina mi przedmieścia Londynu i Kopenhagi. Ludzie są tu bardzo uprzejmi, pomocni, a także chętnie słuchają ciekawostek o Europie. 
W wolnym chodzimy do kina, na kręgle, na fitness lub na zakupy do swoistego centrum -  galerii handlowej Lincoln Square.  Innymi atrakcjami są Bellevue Arts Museum oraz ku mojej uciesze, wiele restauracji sushi.  W pobliżu mieszczą się także pola golfowe (o golfie szykuję już kolejny wpis), oraz japoński ogród botaniczny. W Downtown znajduje się także kościół o intrygującej nazwie Mars Hill, a także zgromadzenia wielu denominacji religii chrześćijańskiej.
Z publikacji bibliteki publicznej dowiedziałam się, że swoją nazwę Bellevue zawdzięcza komitetowi, który pod koniec XIX wieku, ze względu na piękne widoki, zdecydował się nazwać tak pierwszą założoną tu pocztę.  Ta również zmieniła się, na przestrzeni lat, nie do poznania, ale której pochodzenie wciąż przypomina o urokach i mam nadzieję pięknych perspektywach jego mieszkańców.
                                               


H.xx



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz