czwartek, 5 marca 2015

(Nie) Typowi sąsiedzi
Na studiach socjologicznych miałam za zadanie przedstawić prezentację na temat bezdomności. Wtedy była ona dla mnie tylko ciekawym i odległym zjawiskiem do zbadania. Nie wiedziałam wówczas, że sama będę kiedyś mieszkać w mieście, w którym bezdomni to właściwie moi sąsiedzi i to wcale nie dlatego, że mieszkamy w gorszych rejonach miasta. 
Bezdomni z San Francisco i okolic to poważny problem, z którym od ponad dekady walczy lokalna administracja. 

Podobno w samym mieście na ulicach mieszka około 6-15 tysięcy osób. Jest to największa liczba bezdomnych per capita ze wszystkich większych miast Stanów Zjednoczonych. I to w rejonie, w którym znajduje się tyle lukratywnych biznesów! No właśnie nie mieszkamy w rejonie pogrążonym w depresji, a w jednym z najdroższych miast USA.

Miasto wydało już miliony dolarów na rozwiązanie problemu bezdomności, ale wyraźnych efektów wciąż nie widać. 
W zeszłym tygodniu tuż przy wejściu do ekskluzywnego centrum handlowego zaraz przy śmietniku zauważałam leżącego na wpół przytomnego mężczyznę. Wejście do metra w centrum miasta też nie dostarcza samych miłych doznań. Konający bezdomni wyglądają jak na zdjęciach z krajów Trzeciego Świata. Podobnych scen widziałam mnóstwo. 
Policji na ulicach nie brakuje, ale jakoś nie spieszy się do działania. San Francisco jest miastem liberalnym, więc nawet jeśli koczowiska są tu nielegalne, to i tak nie są one zawsze zdecydowanie usuwane. Dla przykładu okolice samego ratusza należą do tych, które najchętniej bym omijała. 
Zresztą jeśli nawet aresztowano by każdego łamiącego prawo bezdomnego, to lokalne, i tak już pełne ,więzienia by tego nie wytrzymały.
Trudno mi powiedzieć, które podejście jest bardziej skuteczne: liberalne czy rygorystyczne. Zwłaszcza, kiedy weźmie się pod uwagę niedawny incydent w Los Angeles. 
Tamtejszy policjant zastrzelił w biały dzień bezdomnego. Ten, tak jak wielu tych z San Francisco, miał poważne problemy psychiczne i znalazł się na ulicy po wypuszczeniu z zakładu. 
Na szczęście, oprócz kwestii zapachowych i estetyczno-poznawczych, nie zdarzyły mi się większe nieprzyjemności. W różnych rozmowach często słyszałam jednak o agresywności osób bez stałego dachu nad głową. 

No jak tylko skończyłam ten wpis, to dość późnym wieczorem kiedy czekaliśmy w centrum miasta na Uber, podeszła do nas agresywna bezdomna kobieta. Nic nam się oczywiście nie stało, ale nie muszę dodawać jak się poczuliśmy. 
W tym roku w San Francico ma zostać otwarte nowe ruchome centrum pomocy dla bezdomnych. W odróżnieniu od innych ośrodków tego typu, ma być dostępne w pobliżu samych koczowisk i świadczyć pomoc również w dzień. 
Ma również pomóc w znalezieniu stałego miejsca zamieszkania, ale nie tylko indywidualnym bezdomnym, a całym małym społecznościom. U podstaw pomysłu leży opinia psychologów, iż takie koczowiska-grupy charakteryzują się silną tożsamością i trudno jest je skutecznie rozdzielić. 
Być może jest nadzieja dla jednych i drugich mieszkańców San Francisco….
Ps. wszyscy czujemy się dobrze, już niedługo na blogu więcej o tym, jak przygotowujemy się do nadchodzących zmian.
Takie ławki mają utrudniać bezdomnym spanie.  
Jedno z wielu koczowisk, w pobliżu siedzib takich firm jak Mozilla czy Gap, a także jednych z najdroższych restauracji w mieście. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz