czwartek, 6 listopada 2014

Welcome home !

Tymi miłymi słowami przywitał mnie amerykański urzędnik na lotnisku w San Francisco. Chociaż mam już status stałego rezydenta, to i tak, podobnie jak podróżnicy z amerykańskim paszportem , muszę zawsze przejść przez krótką serię kontrolnych pytań aby móc oficjalnie przekroczyć granicę USA.

Od ponad tygodnia urzędujemy już wspólnie z Deanem w San Francisco. Pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne. Mieszkamy w mieście, ale w takiej dzielnicy, w której nie słychać bardzo ruchu ulicznego. No może czasem słychać budujące się wokół liczne wieżowce, ale jest i tak o wiele ciszej niż w miejscu, w którym mieszkaliśmy w Bellevue.

Zaraz niedaleko nas znajduje się ogromny stadion baseballowy. Nie mam pojęcia jakie znane mecze się na nim rozegrały, ale za to szybko rozpoznałam, iż jest to ten sam stadion, na którym sam Kanye West oświadczył się swojej wybrance ...:)

Nasze kondominium znajduje się również przy samym porcie San Francisco, także z dość bliskiej odległości widać imponujące wielkością statki towarowe.

Mamy też wspaniałą marinę oraz bulwar nad samą zatoką - wspaniały na długie weekendowe spacery lub wycieczki rowerowe. Na ulicach widać też moje ulubione palmy, a nad głową często przelatują mewy. Na pogodę też nie mogę narzekać. Prawie cały czas jest ok. 20 stopni Celsjusza.

Brakuje mi tu jednak mniejszych sklepików i kiosków. Ku mojemu zdziwieniu  nie ma tu tez tak wielu kafejek Starbucksa. Jest za to bardzo dużo autobusów i nawet tramwajów i to nie tylko tych turystycznych.

Zawsze chcialam mieszkać nad wodą i teraz mogę powiedzieć, że moje marzenie się spełniło. Dean też wydaje się bardzo zadowolony ze swojej nowej pracy, do której nawet, o dziwo jak na amerykańskie standardy, może chodzić piechotą.

A tu jeszcze parę zdjęć naszej dzielnicy Mission Bay:
                                                                                                   
                                        Please visit the English version

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz